W środę ok. 23:00 (ach ten nałóg) skończyłem w końcu bieżniczek, nad którym pracowałem. Jak już kiedyś wspominałem pochodzi on ze skanów starej, chyba węgierskiej książki. Na szczęście poza schematem było bardzo wyraźne zdjęcie, dzięki czemu rozwiązywałem parę nieścisłości pomiędzy schematem z gotową serwetką na zdjęciu. Zawsze w schemacie był gdzieś słupek za dużo albo za mało. Mimo wszystko i tak zrobiłem na samym początku błąd, ale chyba udało mi się go zatuszować w miarę niewidoczny sposób :)
Poza schematem troszkę trudności sprawił mi środek bieżnika, bo nie miałem podanego jak takie ustrojstwo zrobić, ale myślę że wyszło wcale nie najgorzej.
A gotowy bieżnik prezentuje się tak:
Krochmalenie i upinanie w pośpiechu, więc wybaczcie niektóre krzywizny :) Jednak mimo to, gdy patrzę na gotową serwetkę to serce się raduje, że mimo trzykrotnego prucia udało mi się ją skończyć.
Książka obejmuje jeszcze kilkadziesiąt schematów, więc kolejka brugijkowa się wydłuża :)
A teraz robię odpoczynek od szydełka i wracam do źródeł, czyli do mojej pierwszej wyuczonej techniki haftu - krzyżyków. Mały przerywnik, który docelowo ma być prezentem dla mojej czteromiesięcznej siostrzenicy :) Na razie mam tylko tyle:
Myślę, że mimo Świąt uda mi się to skończyć w ciągu tygodnia. Wiem, że w Święta się nie pracuje, jak mawia moja mama, ale to żadna praca - to czysta przyjemność :)